Polemika
Wybór mniejszego zła,
czyli droga donikąd!
Odpowiedź Marka Tomasza Chodorowskiego na artykuł Krystyny Górzyńskiej „Bojkot wyborów, czyli droga donikąd!”, opublikowany w „Gazecie Warszawskiej” 13.08.2026.
Moja odpowiedź stanowi polemikę z artykułem sygnowanym przez panią Krystynę Górzyńską, zamieszczonym w Gazecie Warszawskiej 13.08.2026.
"Bojkot wyborów, czyli droga donikąd!", to przykład tekstu, w którym zbitka nieprawdziwych stwierdzeń, pozbawionych wystarczającej argumentacji założeń i tez pomocniczych, doprowadziła Autorkę do całkowicie błędnych wniosków.
Najpierw sprostowania
Zaproponował wyłącznie konstrukcję polityczną (w pełni demokratyczną) opartą na nowej Konstytucji, w której partie polityczne okażą się niepotrzebne.
A skoro niepotrzebne, to zostaną przekształcone w dobrowolne stowarzyszenia pozbawione budżetowego zasilania. Bez możliwości deklarowania "przejęcia władzy", jako celu organizacji.
Nie tak. Alternatywna propozycja Salonu Ludzi Wolnych oparta została na niezwykle silnej roli Prezydenta, wybieranego przez wszystkich Polaków oraz jego rządzie autorskim, opisanym szczegółowo w nowej Konstytucji.
Na niezwykle silnej roli Senatu - jako ciała ustawodawczego niższego stopnia; Rady Mężów Zaufania - jako ciała regulującego od strony społecznej wymiar sprawiedliwości; ale także nadzorującego wszelkie instytucje kontrolne w państwie oraz ... Zgromadzenia Narodowego - najwyższego ciała ustawodawczego i kontrolującego państwo.
Sejmy Regionalne i samorząd regionalny mają za zadanie wyłącznie państwo wzmocnić. Także rolę odgrywaną w nim przez obywateli.
Dodajmy, że państwo nowe stanie się nieporównanie bardziej efektywne, silniejsze, odchudzone i tańsze, niż dotychczasowa III RP. Polityków dożywotnich i zawodowych po prostu w nim nie będzie.
Otóż Salon Ludzi Wolnych taki plan posiada. Choćby dlatego, że bojkot nie stanowi celu samego w sobie. Celem jest odzyskanie przez Polskę i Polaków podmiotowości. Ostateczny rezultat bojkotu wyniknie z wielu czynników.
O tyle nie, że każda z partii systemowych już rządziła. Wszystkie z fatalnym rezultatem. Wyborcy każdego z takich ugrupowań mają w związku z tym prawo szukać alternatywy.
Jedną z możliwych opcji stanie się w tej sytuacji bojkot. Zazwyczaj po to, by uniknąć odpowiedzi na pytanie - któremu liderowi mielibyśmy tym razem zaufać?
W aktualnej sytuacji niemała część każdego z elektoratów partii systemowych wybierze bojkot.
O tyle nie, że system nad taką grupą wyborców wyjątkowo intensywnie pracował, promując wśród nich "nonkonformistycznych" liderów, dokonujących widowiskowych niejednokrotnie wyczynów. Liderów, w których określona grupa wyborców uwierzyła.
Kategoria wiary odgrywa wśród "wyborców antysystemowych" rolę szczególną, dlatego to właśnie oni na wybory w swojej zdecydowanej większości pójdą. Bojkot wyborów sprzyja zatem liderom partii "antysystemowych".
O tyle nie, że Grzegorz Braun był najsilniej promowany wśród wyborców "wierzących". Sterowanych emocjami, happeningami oraz eventami. Wyborcy Brauna z pewnością na wybory pójdą.
O ile tylko jego zaplecze nie przesadzi z "walką z bojkotem" i "walką z Chodorowskim". Zamiast walki koncentrując się na zaletach osobistych kandydata Brauna.
Gdy tymczasem wokół Salonu Ludzi Wolnych zbierają się środowiska, które Grzegorzowi Braun nie ufają. Nie widzą w związku z tym powodu, żeby wikłać się w rozgrywki partyjne prowadzone według utrwalonych, niemerytorycznych paradygmatów III RP.
Dlatego unikają wyboru pomiędzy Braunem, Mentzenem, Bosakiem lub Korczarowskim. Nie widzą w takim wyborze - dokonywanym w ciemno - sensu.
Argumenty wymagające odpowiedzi
Pozbawione rzetelnego uzasadnienia są również argumenty typu:
O tyle nieprawda, że bojkot wyborów nie stanowi w omawianym przypadku środka ostatecznego. Nie jest też celem samym w sobie.
Okazuje się wyłącznie niewielkim fragmentem drogi do celu, mającym wskazać społeczeństwu na największe tamy w rozwoju Polski:
- słabą Konstytucję III RP oraz wynikające z niej błędy
strukturalne i prawne,
- kiepskie "elity polityczne III RP" stanowiące siedliska
największej demoralizacji,
- fałszywą świadomość obywateli III RP, zbyt łatwo ulegających
fragmentarycznym i nieprawdziwym narracjom;
ulegających tym samym zorganizowanemu oszustwu.
Związanemu z "niedoskonałą demokracją" oraz z rzekomym wpływem "wyborów" na cokolwiek.
Otóż powinien być powiązany z aktywnością. Salon Ludzi Wolnych, propagujący ideę bojkotu najbliższych wyborów parlamentarnych, to środowiska aktywne. W stopniu nieporównywalnym z jakąkolwiek partią polityczną.
Co do oporu - aktywność intelektualna i organizacyjna chwilowo wystarczą.. Przyjęliśmy zasadę działania konstruktywnego, dopóki jest ono możliwe.
Nie musi. Wystarczy, że bojkot jest aktywny; że zwiększa społeczną świadomość na temat systemu.
Walczymy zatem o społeczną świadomość - m.in. w sprawie kiepskiej kondycji polityków III RP. Mówimy tu o kondycji obywateli wybieranych, bądź decydujących o tym, kto znajdzie się na listach wyborczych.
Nie musi. Wystarczy, że aktywizuje i integruje najbardziej świadomą część społeczeństwa; że łączy i jednoczy duże grupy Polaków.
Bojkot sam w sobie niczego przecież nie załatwia. W roku 2027 stanie się przejawem świadomości sporych grup społecznych. Dzisiaj nie wiemy, na ile dużych.
Wprost przeciwnie - bojkotujący podejmują dodatkową aktywność, ponieważ dążą do zaktywizowania, zjednoczenia i zorganizowania Polaków.
Wystarczy zauważyć, że zanim rozpocznie się jakakolwiek "walka", należałoby ją przygotować.
Podczas gdy my zmierzamy do sytuacji, w której to społeczeństwo uzna główne siły polityczne w III RP za niszowe i pozbawione realnego znaczenia. Do sytuacji odwrotnej, niż zakładana przez Autorkę.
W jaki sposób " się odzwyczają", skoro do takiej aktywności są przez organizatorów bojkotu na każdym kroku motywowani?
Zachęcani też będą do unikania jakichkolwiek partii politycznych, do unikania działalności pozornej oraz do zwiększania własnej aktywności na każdym polu. Nie tylko politycznym.
Tezy przyjęte przez Autorkę
Autorka przyjęła, bez głębszego namysłu, tezy następujące:
W jaki sposób miałaby taki impuls odebrać, skoro naszym postulatem jest likwidacja "klasy politycznej", jako grupy pasożytniczej i zbędnej?
Kto miałby polską "klasę polityczną" pytać w tej sprawie o zdanie? Przede wszystkim - po co?
Pamiętajmy, że w roku 1989 znajomość systemu "zachodniego" była zerowa, głód zmiany po 44 latach komunizmu gigantyczny, a społeczeństwo żywiło głębokie przekonanie, że ma na kogo głosować i komu zaufać.
Znakiem rozpoznawczym dla mas stała się w tamtych czasach "Solidarność".
Dzisiaj jest odwrotnie. Znajomość systemu "zachodniego" w wielu kręgach rośnie, nikt partiom i politykom III RP już nie wierzy, gdy tymczasem coraz większe grupy społeczne przekonują się, że nie mają tak naprawdę na kogo głosować.
Z prostego powodu - nie mamy już komu zaufać.
Otóż my niczego w ramach systemu politycznego III RP dotychczas nie kontrolowaliśmy. Nie mieliśmy takich ambicji, nie odczuwaliśmy też takiej potrzeby.
Nie chcielibyśmy jedynie z patologicznym systemem Polski postkomunistycznej mieć cokolwiek wspólnego.
Zmierzamy do jego całkowitej zmiany - do likwidacji partii politycznych bez pytania ich w tej sprawie o zdanie. Ponieważ partii politycznej, której moglibyśmy zaufać, nie widzimy. Wytyczyliśmy w związku z tym drogę odrębną.
Tymczasem będziemy w "walce o władzę" o tyle nieskuteczni, że my o władzę nie walczymy.
Walczymy wyłącznie z tymi, którzy o władzę walczą. Uważamy ich za największych hamulcowych rozwoju Polski, ponieważ władzę w państwie powinien przejąć Naród.
Z naszego punktu widzenia wszystkie partie polityczne wymagają likwidacji. Właśnie dlatego, że nieustannie będą próbowały walczyć z Narodem. Także pomiędzy sobą. Za każdym razem o władzę.
Wystarczy zauważyć, że SLW o żadną władzę nigdy nie walczył. Dlatego ewentualny, nieudany bojkot będzie diagnozował wyłącznie stan świadomości społecznej w Polsce.
Nie Salon.
Podsumowanie
Pani Krystyna Górzyńska pominęła w swoim tekście ważną dla nas wskazówkę - skoro w Salonie Ludzi Wolnych zbierają się aktywiści, którzy Grzegorzowi Braun nie ufają, na kogo powinni zagłosować?
I drugą - dlaczego tym razem miałoby się głosującym Polakom udać?
Po prawie 40 latach nieudanych, stale powtarzanych prób i licznych rozczarowań Skąd miałaby się wziąć ta nagła erupcja polskiej, trafnej intuicji, jednomyślności i optymizmu oraz partyjnej uczciwości?
Wreszcie - czy nie lepsze byłoby sprawdzenie całkowicie nowej metody?
Salon Ludzi Wolnych nie proponuje bojkotu rozumianego, jako wyłącznie bierna absencja. Proponuje bojkot, jako fragment znacznie większego, w pełni legalnego planu budowy alternatywy ustrojowej.
Nigdy przy tym nie twierdząc, że niska frekwencja automatycznie odbierze wybranej władzy kompetencje prawne.
Jesteśmy bowiem przekonani, że nic w tej sprawie nie stanie się automatycznie.
Salon nie tylko stworzył projekt nowej Konstytucji, opartej na precyzyjnie zdefiniowanym postulacie państwa bezpartyjnego, wytyczył także ścieżkę jej uchwalenia.
Dodając do niej cierpliwe tworzenie infrastruktury społecznej umożliwiającej przeprowadzenie zmiany.
Mówiąc krótko - Salon zanurzył się w aktywności i w pracy.
Bojkot, to zaledwie pierwszy etap na drodze do odzyskania przez obywateli podmiotowości.
Pomimo tego jego skala będzie miała znaczenie. Wskaże nam aktualne tempo inicjowanego przekształcenia. Także wielkość społecznego mandatu, jaki posiada jeszcze władza.
Podkreślamy - mandat społeczny nie jest równoznaczny z mandatem prawnym definiującym jego legalność. Nie należy tych dwóch mandatów ze sobą zlewać.
Podsumowanie fenomenu, jakim staje się Salon Ludzi Wolnych, możliwe będzie w kilka lat po najbliższych wyborach. Nie teraz.
Wyniknie z jakości naszych diagnoz i podejmowanych przez nas działań.