Dogadali się
że się nie dogadają.
Mowa była tego dnia o wzajemnym uśmiechaniu się do siebie, o naturalnej potrzebie okazywania sobie uprzejmości oraz o „rzemiośle”, w którym od 47 lat są podobno wybitnymi fachowcami.
Owo „rzemiosło”, to nieustanne ślizganie się na skórce od banana, jaką stało się dla nich życie.
To stałe, wręcz namolne, udawanie kogoś innego, niż się jest – kogoś kompetentnego i godnego szacunku.
Także tego, że nie jest się od lat zwykłym pasożytem – uczestnikiem mafijnego systemu władzy w III RP, podzielonego na odrębne partie. Czyli mafie.
03.11.2026 roku zebrała się w Warszawie Rada Bezpieczeństwa Narodowego.
Po czym wymieniła między sobą te same, co zawsze, ogólniki.
Następnie skonsumowała identyczne, jak na poprzednich posiedzeniach, kanapki.
Antynarodowo, wręcz antypolsko, uformowani politycy – zwani liberałami i lewicą – rozdawali do mediów swoje, od lat bezzębne, uśmiechy;
„systemowa prawica” poddawała tych pierwszych swojej pryncypialnej krytyce.
O udziale policji niemieckiej, w zainicjowanym przez Premiera Donalda Tuska zamachu Stanu, nikt zdaje się nie wspomniał.
Tym bardziej o przygotowywanych przez Tuska – a może raczej przez jego europejskich promotorów i sponsorów – krwawych prowokacjach.
Ani nawet o przygotowaniach ekipy Tuska – rzekomo obywatelskiej – do ogłoszenia w Polsce stanu wyjątkowego.
Na koniec dogadali się jedynie, że się nie dogadali.
I sobie gdzieś poszli.